Lekarze będą musieli wybierać? Polacy chcą rozdzielenia NFZ i prywatnych gabinetów
Za zakazem łączenia pracy w obu sektorach jest 53,5 proc. badanych, a przeciwnego zdania jest 40,7 proc. respondentów.
Największe poparcie w małych miastach
Najwięcej zwolenników rozdzielenia pracy lekarzy mieszka w miastach liczących do 50 tys. mieszkańców. Takie rozwiązanie popiera tam 7 na 10 ankietowanych. Odwrotnie wygląda sytuacja w największych miastach. Tam przeważa opinia, że lekarze powinni móc jednocześnie pracować w publicznej i prywatnej ochronie zdrowia. Takiego zdania jest 54 proc. mieszkańców dużych miast.
Za rozdzieleniem pracy lekarzy częściej opowiadają się wyborcy opozycji – 57 proc. Takiego samego zdania jest 51 proc. wyborców ugrupowań tworzących koalicję rządzącą. Największe poparcie dla zakazu łączenia pracy w obu sektorach deklarują osoby z wykształceniem podstawowym i zasadniczym zawodowym – 64 proc. Wśród osób z wykształceniem wyższym rozdzielenie popiera około 25 proc. respondentów, natomiast 50 proc. uważa, że lekarze powinni mieć możliwość pracy w obu sektorach.
Eksperci: Potrzebne są jasne zasady
– Przewagę zwolenników rozgraniczenia można odczytywać jako wyraz społecznego oczekiwania większej przejrzystości i uporządkowania obowiązujących zasad. Nie przesądza on jednak o wyborze jednego rozwiązania – powiedział "Rzeczpospolitej" Marcin Martyniak, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Kielcach. Jak zaznaczył, nie wiadomo, jak respondenci rozumieli pojęcie rozdzielenia obu sektorów. – Dla jednych rozdzielenie mogło oznaczać całkowity zakaz dodatkowego zatrudnienia, dla innych kontrolę łącznego czasu pracy, ograniczenie możliwości pracy w określonych obszarach albo wyeliminowanie sytuacji rodzących konflikt interesów – wskazał.
Na brak konkretnych propozycji zwraca uwagę również ekspert ds. ochrony zdrowia Wojciech Wiśniewski. – Do dzisiaj jednak nikt nie powiedział, na czym to konkretnie miałoby wyglądać – podkreślił.
Tusk zapowiada zmiany w wynagrodzeniach lekarzy
Tymczasem Premier Donald Tusk poinformował kilka dni temu, że Ministerstwo Zdrowia proponuje wprowadzenie maksymalnego wynagrodzenia na poziomie 16-krotności płacy minimalnej, czyli 76,8 tys. zł miesięcznie. – Biedy nie ma – powiedział szef rządu.
Maksymalna stawka ma odpowiadać około 250 zł za godzinę i dotyczyć lekarza pracującego w wymiarze odpowiadającym dwóm etatom. Premier zapowiedział również odejście od wynagradzania lekarzy procentem od wartości wykonywanych procedur. Rząd planuje także wprowadzenie obowiązku publikowania kontraktów zawieranych przez placówki korzystające z publicznych środków.